Skip to content

Okupacja niemiecka 1939-1945

W Krośniewicach pod koniec 1939 roku mieszkało 1238 Żydów, co stanowiło ponad jedną trzecią populacji miasta. Do 1 stycznia 1940 roku liczba ta wzrosła do 1600; pod koniec roku wynosiła 1700 — 340 z nich to uchodźcy.

Po wkroczeniu 16 września 1939 roku do Krośniewic wojsk niemieckich, rozpoczął się terror. Ludność żydowską uwięziono w getcie, utworzonym 10 maja 1940 roku.

Plan Krośniewic z zaznaczonym terenem getta, wieżą OSP i barakiem, wykonany odręcznie na podstawie relacji świadków (odwzorowanie).

Getto mieściło się na obszarze 10000 m². Mieszkańców getta uwięziono w kilku kamienicach i kilkunastu domach przy ulicy Kutnowskiej (po lewej stronie patrząc w kierunku Kutna), za pomieszczenia mieszkalne służyła również synagoga i dwa budynki należące do ówczesnej gminy żydowskiej. Według relacji świadków, teren ten zaczynał się w miejscu rzeźni, tj. sklepu masarskiego.

Z zeznań świadków, mieszkańców Krośniewic, złożonych przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi, Delegaturą Terenową w Kutnie; Sygnatura Akt OKŁ/Ds. 45/67, z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej:

X

W czasie okupacji zamieszkiwałam wraz z mężem w Krośniewicach przy tej samej ulicy co obecnie. Mój mąż nie żyje, ponieważ został zamordowany w obozie w Dreźnie. W czasie okupacji zatrudniony był w magistracie w Krośniewicach w charakterze tłumacza, mąż powiedział mi, że przed likwidacją została sporządzona przez Niemców ewidencja Żydów. Oficjalnie mówiono im, będą przesiedleni do innych miejscowości. Burmistrz natomiast o nazwisku Becker naigrawał się z nich i na ich pytania czy zostaną wywiezieni, mówił im,  że „do nieba”. Faktycznie mieszkańcy getta wiedzieli, że będą wywożeni do obozu śmierci do Chełmna (nad Nerem). Było to po prostu miejsce straceń. Przed likwidacją getta kilku Żydów zbiegło. Słyszałam, że w czasie ucieczki kilku Żydów zostało zamordowanych, ale nie znam nazwisk tych Żydów, ani też nie wiem gdzie zostali pochowani. Wiem tylko, że Żydów z getta wywożono może 3-4 dni. Podjeżdżały samochody z budami, ładowano do nich bez wyjątku wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci. Transporty były organizowane przez funkcjonariuszy z Chełmna.

Jak opowiadał mi mąż, samochody załadowywane były ludźmi w maksymalny sposób, ażeby zmieścić jak najwięcej osób, hitlerowcy „ubijali” kolbami, po prostu jak bydło. Był straszliwy krzyk, pisk i lament. Oprócz, jak już wspomniałam getta przy ul. Kutnowskiej, na targowicy miejskiej znajdował się barak z przeznaczeniem dla spędu zwierząt w czasie odbywających się jarmarków. Do tego baraku równocześnie z likwidacją getta przy ul. Kutnowskiej, a nawet wcześniej, zaczęto zwozić Żydów z innych pobliskich miast, a w szczególności z Żychlina i Dąbrowic. Był to tak, jeśli można nazwać obóz – punkt zbiorczy, z którego następnie przewożono tych ludzi do miejsc zagłady w Chełmnie. Mój mąż, a w szczególności mój brat, który był gońcem w magistracie i który był pełnomocnikiem przy dowożeniu żywności dla tych gromadzonych przejściowo Żydów, opowiadał mi i innym naszym członkom rodziny, że w baraku tym działy się straszliwie makabryczne rzeczy. Ludzie nie mieli żadnych naczyń, w związku z czym jedzenie im wlewano do czapek, kaloszy i i innych przedmiotów. Znajdowały się tam rodzące Żydówki, które rodziły dzieci nieżywe i dzieci te leżały na kupach. W tym baraku Żydów bito w niesamowity sposób i rozstrzeliwano na miejscu.

 XX

W końcu 1941 roku, na początku 1942 roku. Dokładnej daty też nie pamiętam, getto przy ulicy Kutnowskiej było stopniowo likwidowane. W tym czasie Niemcy utworzyli w barakach na targowicy przejściowe getto, w którym  więziono Żydów zarówno z getta przy ul. Kutnowskiej jak i z całego regionu.  Z baraków tych przewozili następnie ich w okolice Koła i tam ich likwidowano fizycznie. Warunki w tym przejściowym getcie znam, gdyż na polecenie władz magistratu byłem jednym z tych, którzy dowozili im żywność. Wyżywienie to składało się z gotowanych różnych produktów jak mąki, kaszy, kartofli. Były przypadki, że ja rozdawałem zupę. Rozlewałem taką warząchwią, mogła zawierać około 1 litra zupy. Ponieważ ludność żydowska w przejściowym getcie nie posiadała żadnych naczyń, zupę nalewano do różnych przedmiotów, jak np. czapek, butów, przerżniętych na pół piłek do gry. Przy rozdawaniu był straszliwy tłok, krzyk. Przyglądali się temu żandarmi i przy tej okazji bili tych ludzi gdzie popadnie. Jak sobie przypominam, to posiłki były dostarczane dwa razy. Staraliśmy się aby wszystkich obdzielić. Podawany też był chleb w niewielkich ilościach, z tym, że chleb ten dostał ten, kto się dopchał pierwszy  do wozu. W środku baraków nie byłem, w czasie gdy przebywali w nim Żydzi, ale po wywiezieniu ich byłem wewnątrz baraku. Na ziemi leżało trochę starej słomy, na której spali. Przy wejściu do tych baraków widziałem codziennie zwłoki dzieci, kobiet.  Były takie przypadki, że kobiety rodziły i niemowlęta te od razu zabijano. Byłem naocznym świadkiem zamordowania Żyda krośniewickiego  o nazwisku Warszawiak.  Mianowicie jednego dnia, nie pamiętam którego w godzinach przedpołudniowych byliśmy z żywnością, Żyd Warszawiak na moich oczach podszedł do wartownika, któremu coś wręczył i coś mówił. Następnie Warszawiak odszedł za barak, natomiast wartownik zdjął z pleców  karabin, zarepetował go i strzelił. Raz strzelił. Od strzału tego Warszawiak padł i więcej nie powstał. Nie wiem, co Niemcy zrobili z ciałem tego Warszawiaka, jak również innych zmarłych.

 XXX

Oprócz getta właściwego przy ul. Kutnowskiej w końcu 1941 roku Niemcy zorganizowali jak gdyby punkt zborny dla Żydów w baraku na ówczesnej targowicy w Krośniewicach. Do baraku tego, w którym przed wojną w czasie jarmarków przetrzymywane było bydło, hitlerowcy nazwozili Żydów z różnych innych miast a m.in.  z Kutna, Żychlina, Włocławka. Był to punkt etapowy, bowiem z tego punktu Żydzi byli wywożeni do Chełmna k/Koła i tam, jak już wspomniałem likwidowano fizycznie. Przez ten obóz przejściowy przepłynęło – moim zdaniem około 3.000 Żydów. W tym właśnie punkcie na targowicy działy się rzeczy straszliwe. Od tego baraku mieszkałem około 50 m i dlatego mogłem zaobserwować co się tam działo. Nie pamiętam dokładnie, ale tych baraków było chyba więcej niż jeden. Plac był ogrodzony drutem kolczastym,  strzeżony przez żandarmów. Z dołu jak i również z góry, ponieważ Niemcy na pobliskiej wieży strażniczej zorganizowali punkt wartowniczy. W obozie tym odbywały się  sceny niesamowite. Ludzie krzyczeli, lamentowali, wyrzucali przez druty bardziej wartościowe przedmioty żądając chleba i pomocy. Polacy jednak nie mogli już wtedy udzielić im żadnej pomocy, gdyż ktokolwiek chciałby się zbliżyć do drutów, wartownicy z tej wieży o której wspomniałem, bez żadnego ostrzeżenia strzelali. Strzelali także do ludzi znajdujących się poza drutami i sam widziałem gdy w ten sposób zastrzelili  kilkanaście osób. Zwłoki były ładowane przez innych Żydów jeszcze żyjących na dwukołowy i wywożone na cmentarz żydowski. Żandarmi dokonywujący rozstrzeliwań nie pochodzili jednak z Krośniewic. Wraz z likwidacją getta żandarmi ci również z Krośniewic wyjechali. Wśród zabitych widziałem zarówno mężczyzn jak i kobiety oraz dzieci. Warunki żywnościowe były wprost niedopisania. Przywożono do tych baraków jakieś zupy oraz chleb. Chleb nie był dzielony normalnie a po prostu rozrzucany i kto zdążył złapać, to zjadł oraz kto był silniejszy. Z kolei  zupy z powodu braku naczyń, były wlewane do czapek, kapeluszy, kaloszy, butów i z  tego ludzie ci to jedli.

XXXX

Jestem stałym mieszkańcem Krośniewic od roku 1922 do chwili obecnej. W okresie okupacji hitlerowskiej w latach 1949-45 przebywałem także w Krośniewicach. W okresie okupacji pracowałem podobnie jak dziś na kolei. Przed wojną w Krośniewicach zamieszkiwało ponad 4.000 mieszkańców, w tym  40% było narodowości żydowskiej. Około 1940 roku miesiąca nie pamiętam, utworzone zostało przez Niemców getto przy ulicy Kutnowskiej. W getcie tym zgromadzono nie tylko Żydów z Krośniewic, ale i z pobliskich wsi i okolic. W getcie tym przebywało około 2.000 Żydów. Mieszkali oni w okropnych warunkach po kilkunastu w mieszkaniu. Teren getta liczył około hektara. Był ogrodzony drutem kolczastym. Oddalenie się Żydów było zabronione. Słyszałem, że rozstrzeliwano Żydów w Krośniewicach. W jednym wypadku byłem nawet naocznym świadkiem zabicia przez jednego z Niemców, którego nazwiska nie znam jednego Żyda. Podobno wykonano wyrok śmierci za  uchylanie się od pracy. Pochowany został na żydowskim cmentarzu w Krośniewicach. Słyszałem także o rozstrzeliwaniu Żydów w warsztatach kolejowych. Żydów zabitych chowali Żydzi. W okresie 1942 roku  getto zlikwidowano. Pozostałych przy życiu Żydów wywieziono na specjalnie przeznaczonymi do gazowania samochodami do Chełmna k/Koła, gdzie ich pochowali. W samochodach tych truto ich spalinami. Baraki i budynki, w których zamieszkiwali rozebrano. W zasadzie Żydzi likwidowani byli przez Niemców bez powodu. W niektórych przypadkach Żydzi byli rozgoryczeni traktowaniem ich, że sami celowo próbowali ucieczek, aby ich rozstrzelano. Sądzę, że zginęło w okresie istnienia getta połowa Żydów. Uciekała natomiast bardzo niewielka ilość, którym udało się uratować. Słyszałem także o rozstrzeliwaniu dzieci.

Naszywka identyfikacyjna dla Żydów. Gwiazda Dawida wycięta z żółtego materiału, wzór gwiazdy dodatkowo zaznaczony haftem z różowych nici. „Gwiazda Dawida” emblemat noszony przez Żydów z nakazu Niemców w czasie okupacji w krośniewickim getcie. Eksponat w zbiorach Muzeum im. Jerzego Dunin-Borkowskiego w Krośniewicach. Sygn. Dun.B./AH/854
Naszywka identyfikacyjna dla Żydów. Sześcioboczny kawałek żółtej tkaniny, nieobszyty, na którym czarny nadruk – gwiazda Dawida, w centrum której napis: „Jude”. Eksponat w zbiorach Muzeum im. Jerzego Dunin-Borkowskiego w Krośniewicach. Sygn. Dun.B./AH/853.

1 marca Żydom w getcie w Krośniewicach powiedziano, że następnego dnia zostaną wywiezieni do Besarabii.        2 marca, około godziny 7:00 rano, kilkudziesięciu nazistów — według Abrahama Radzickiego (ur. 1906), byli to członkowie SS, SD i SA — i żandarmów pod dowództwem Danksmana Millera otoczyło getto w Krośniewicach; było ich łącznie co najmniej 216 strażników. Bili i okradali Żydów, zmuszali ich do wsiadania do ciężarówek i samochodów, które czasami grzęzły w śniegu. Żydów przywożono grupami po kilkaset osób do hal targowych przeznaczonych do uboju bydła. W deportacji uczestniczył również burmistrz.

Podczas pobytu na miejscu zgromadzenia Żydzi otrzymywali zupę i kawałek chleba dwa razy dziennie, ale jedzenie nie docierało do wszystkich. Niemieccy strażnicy strzelali do każdego, kto próbował opuścić miejsce. Kopel Geisler wraz z polskim lekarzem zdołali wydać lekarstwa deportowanym. Jednak zeznania naocznych świadków donoszą, że on sam był bardzo poruszony byciem świadkiem brutalności Niemców; doprowadziło go to do załamania.

3 marca Żydzi — 800–900 osób — zostali zabrani z miejsca zgromadzenia na lokalny dworzec kolejowy. Najprawdopodobniej zostali tam poprowadzeni, a następnie załadowani do wagonów kolejowych. Tego samego dnia Żydzi z Żychlina (również w powiecie kutnowskim) zostali przywiezieni na miejsce zgromadzenia w Krośniewicach; 17 kwietnia w Krośniewicach zgromadzili się również Żydzi z Gostynina, powiat Waldrode.

4 marca, po deportacji Żydów, getto w Krośniewicach zostało oczyszczone i zdezynfekowane, a przez kolejne miesiące naziści różnych rang zajmowali się kalkulacjami i walkami wewnętrznymi o zyski z żydowskiej własności. W tajnym raporcie Schulza, Amtskommissara (administratora cywilnego) Krośniewic, do Landrata powiatu kutnowskiego, z dnia 10 kwietnia 1942 r., deportacja jest opisana jako „ewakuacja Żydów niezdolnych do pracy”.

Holokaust przeżyło sześćdziesięciu Żydów z Krośniewic, dwudziestu z nich uciekło do Rosji. O ile nam wiadomo, żaden z Żydów deportowanych z Krośniewic do Chełmna 3 marca 1942 r. nie przeżył Holokaustu; jedynymi ocalałymi, które były częściowymi świadkami wydarzeń, były Zofia Marczak i jej córka Krystyna Nowak.

Wykorzystano informacje ze strony internetowej: https://collections.yadvashem.org/en/deportations/13809311

Deportacja społeczności żydowskiej z getta w Krośniewicach do niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem w dniu 03.03.1942 roku

Fragmenty relacji „Moje wspomnienia z lat 1939-1945” ocalałej z Zagłady Żydówki, która przebywała w getcie w Krośniewicach  (źródło: Relacje, zeznania ocalałych Żydów, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im.  Emanuela Ringelbluma  w Warszawie, sygnatura 301/6026).

Na początku grudnia 1939 roku, kiedy w Łodzi  hitlerowcy  zakładali getto dla Żydów,   wyjechałam do Krośniewic, gdzie mieszkała moja rodzina. W Krośniewicach getta jeszcze nie było. Na początku  1940 roku, prawdopodobnie  w styczniu,  Niemcy  w nocy napadli na domostwa Żydów i Polaków, których wysiedlano. W przeciągu pół godziny wygnali z mieszkań kilkaset rodzin z dziećmi na wpół ubranych, nie dając prawie nic zabrać z osobistych rzeczy. Między innymi  zostali wywiezieni moja siostra i szwagier z dwojgiem dzieci. Mieszkania po wywiezionych zostały zapieczętowane, następnie po kilku godzinach zostali przywiezieni do tych mieszkań Niemcy z krajów nadbałtyckich. W lutym 1940 roku wyszło zarządzenie, ażeby wszyscy Żydzi opuścili swoje domy  i zamieszkali na ulicy Kutnowskiej, gdzie będzie getto. Niemcy brutalnie wyganiali  z mieszkań, bijąc strasznie tych, którzy według nich nie dość szybko się przenosili.

Wkrótce po utworzeniu getta Niemcy zrobili łapankę i wywieźli prawie wszystkich mężczyzn od 16 do 60 lat, których bez żadnej zapasowej odzieży i bez pożegnania z rodzinami wywieźli do obozów. Wywieziono między innymi  mojego ojca i szwagra. Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy razem z matką  wyglądałyśmy przez szparę, z góry, od wieszania bielizny. Widziałyśmy  po raz ostatni ojca, jak go Niemcy gnali i jego oczy rozbiegane, kiedy chciał ostatni raz zobaczyć swoich bliskich, a których niestety nie mógł zobaczyć. Ojciec i szwagier  oraz inni z obozów nie powrócili.

W getcie zostali starcy, kaleki i kobiety z dziećmi, którzy dosłownie wegetowali prawie beż żadnej nadziei, ale stosunkowo spokojnie aż do połowy 1941 roku. Mimo tej beznadziejności prawie każdy człowiek interesował się  sytuacją na frontach. Każda wiadomość, która docierała pocztą pantoflową od Polaków, radowała bądź smuciła w zależności od tego czy Niemcy odnosili zwycięstw czy klęski. Do połowy 1941 roku Żydom pozostałym w getcie zdawało się, że mimo wszystko przeżyją tę straszną wojnę. Jeszcze do tego czasu Żydzi nic nie wiedzieli o komorach gazowych. W drugiej połowie 1941 roku zaczęły napływać wiadomości dość mętne, że w Chełmnie nad Nerem jest jakiś obóz, do którego wywożą Żydów na ostateczną zagładę. Mimo wszystko chęć przetrwania była tak silna, że większość nie dała wiary tym ponurym wiadomościom.

Dopiero fakt, który zaistniał, wpłynął na większe zaniepokojenie. Otóż w listopadzie 1941 roku przybyło po kryjomu dwóch Żydów z Koła, którzy w drodze do Warszawy zatrzymali się w Krośniewicach i opowiedzieli makabryczne dzieje  ostatecznej zagłady Żydów w Chełmnie, której byli naocznymi świadkami. Opowiedzieli, że cała ludność żydowska z okolicznych miast, takich jak Koło, Dąbie, Turek, Kłodawa i Grabów zostali wywiezieni  do Chełmna do pałacu dworskiego. Wszystkim kazano rozebrać się do naga pod pretekstem, że idą do łaźni. Następnie siłą powpychano ludzi  do  samochodów czarnych, hermetycznie zamkniętych, które miały połączenie z małą przyczepą z tyłu, z której  przedostawał  się  gaz trujący, prawdopodobnie cyklon. Do szoferki załadowano kilku Żydów najsilniejszych i ruszyli do pobliskiego lasu. Po 10 minutach dojechali na miejsce, gdzie wykopane ogromne rowy obłożono wapnem. Otworzyli te wozy – trumny, skąd wypadały trupy zupełnie sztywne – jak lalki. Żydzi, którzy byli  w szoferce, musieli zagazowanych grzebać, następnie wracali po nowe ofiary. Wielu z Żydów zwariowało, a tym dwóm udało się zbiec.

Trudno opisać, jaki blady strach padł na większość Żydów, do których dotarła ta makabryczna wiadomość. Mimo to, jeszcze znaleźli się tacy, którzy wmawiali sobie, że  to jest niemożliwe. To, że trupy po zagazowaniu były sztywne jak lalki, zrobiło straszne wrażenie. Matki, które były ciągle zdenerwowane straszyły dzieci mówiąc: jak będziesz płakać, to zrobią z ciebie lalkę. Moja dziewięcioletnia córeczka, która się wszystkiego nasłuchała, a trzeba zaznaczyć, że w tych ciężkich czasach dzieci  o wszystkim wiedziały, ciągle poganiała mnie, mówiąc: „mama uciekajmy w świat, ja chcę żyć…”. Mimo tego dopingu  ze wszystkich stron, było mi bardzo ciężko zdecydować się na ucieczkę samej z dzieckiem bez niczyjej pomocy.

Ostatnie miesiące 1941 roku były niezwykle ciężkie  i  ponure. W związku  z wieściami o Chełmnie, blady strach padł również na ludność polską, która była nie mało szykanowana, łapanki, wysiedlenia itd. W tym czasie Żydzi bardzo czujnie dowiadywali się o termin wysiedlenia. Dochodziły nieraz fałszywe alarmy. 28 lutego 1942 roku wytworzyła się straszliwa psychoza w getcie, że to już ostatni dzień życia. Panika była straszna, Żydzi gromadzili się  na placu przed bożnicą i  rozprawiali o tym, co ma nastąpić.  Wysłano krawca, który szył dla Niemców, ażeby się coś możliwie konkretnego dowiedział. On poszedł, a wszyscy czekali w napięciu na jego powrót. Po powrocie oświadczył, że owszem, wysiedlenie będzie, ale na inne tereny do Rumunii – wszyscy będą żyć. Ludzie się ucieszyli. Ja jednak stwierdziłam, że hitlerowcom nie wierzę, i że kto może – niech ucieka.

W tym dniu był siarczysty mróz i śnieżyca, mimo to  wraz z córeczką zdecydowałam się uciec.  Poszłam do furmana, by ten wywiózł nas z miasta. Wchodząc, powiedziałam nieśmiało, że chciałabym wynająć furmankę, ażeby wyjechać z miasta. Gdy usłyszałam, że nie ma furmana i nie wróci, poprosiłam: „nie mogę stąd wyjść, bo Niemcy schwycą”. Słów „czy ja panią wyrzucam”  nie mogłam zapomnieć przez całe życie. Byli to  Polacy – biedni ludzi, mający jeden pokój i ośmioro dzieci. Polka przenocowała nas  bezinteresownie w piwnicy. Nazajutrz okazało się, że do Krośniewic zjechało  się mnóstwo  gestapowców, którzy otoczyli getto i akcja się zaczęła. 1 marca 1942 roku   wyruszyłam wraz z dzieckiem w świat. Pieszo udałyśmy się do Łęczycy, droga była bardzo ciężka, dużo śniegu, siarczysty mróz i ślizgawica. Szłyśmy cały dzień o głodzie i chłodzie. Pod wieczór doszłyśmy do miasta,  skąd po dwóch  dniach przeszłyśmy przez zieloną granicę w okolicach Tuszyna do Generalnej Guberni. 4 marca 1942 roku dotarłyśmy  do piotrkowskiego getta.  Tam dowiedziałam się, że getto w Krośniewicach zostało zlikwidowane w dniach od 1 do 3 marca 1942 roku. Wraz  z krośniewickimi Żydami w Chełmnie nad Nerem została zamordowana moja matka i siostra z dwojgiem dzieci. Według mnie, z  1200 Żydów z Krośniewic, ocalało zaledwie kilka osób, oczywiście dzięki ucieczce przed likwidacją getta.

Żydzi z krośniewickiego getta, zostali wywiezieni do Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem, gdzie wszystkich zgładzono. Eksterminacji dokonywano w samochodach – mobilnych komorach gazowych, przy użyciu gazu spalinowego. Ciała zamordowanych wywożono do oddalonego o 4 km Lasu Rzuchowskiego, gdzie je grzebano w zbiorowych mogiłach.

W ten tragiczny sposób zakończyły się losy krośniewickiej społeczności żydowskiej.

Poniżej fotografie Krośniewic  z lat 1939-1945

Wykaz obywateli polskich, narodowości żydowskiej – mieszkańców Krośniewic, zamordowanych lub zmarłych  w latach 1941 – 1942 w krośniewickim getcie.

Uwaga: Wykaz opracowano na  podstawie wyników kwerendy w księgach zgonów w USC w Krośniewicach. Wykaz został opracowany w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi (wówczas Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich) w 1976 roku przez Sławomira Abramowicza.

Wykaz obywateli polskich, narodowości żydowskiej – mieszkańców Krośniewic, zamordowanych,  w latach 1941 – 1942 w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem.

Uwaga: Wykaz opracowano na  podstawie wyników kwerendy w księgach zgonów w USC w Krośniewicach. Wykaz został opracowany w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi (wówczas Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich) w 1976 roku przez Sławomira Abramowicza.